Jesteś u BrandDoctor'a. Blog jest redagowany przez Marcina Kalkhoff.

o autorze… [pl]

BrandDoctor doradza markom. Strategicznie.

Tworzy, wymyśl i odkrywa miejsca i przestrzenie dla marek. Pisze, przekonuje i wdraża strategie komunikacji.

BrandDoctor konsultuje i szkoli. Tak, że oczy się szeroko otwierają!

Potrzebujesz więcej informacji? Skontaktuj się! Kliknij tu.

branddoctor_pill

I kilka o autorze:

Ponad 15 lat doświadczenia w doradztwie strategicznym, marketingu i reklamie.

Kompetencje w zakresie budowania i zarządzania marką, planowania i realizacji działań komunikacyjnych, systemów CRM, programów lojalnościowych i kreowania konceptów strategicznych i kreatywnych.

W czasie kariery zawodowej odpowiedzialny zarówno za działania i strategie w marketingu internetowym jaki i tradycyjnym w sektorach zarówno B2C jak i B2B.
Posiada umiejętności przystosowania się do nowych warunków, wyjścia poza schematy i ograniczenia. Szybko wdraża do zawodowej praktyki nowe pomysły, technologie i rozwiązania. Zaangażowany menedżer i motywator zespołu z dużym doświadczeniem i umiejętnościami prezentacyjnymi. Ma proaktywne podejście do zadań dotyczących rozwoju organizacji – jej zdolności operacyjnych, rentowności, oraz jakości świadczonych usług.

Specjalność: koncepty strategiczne, kreatywność, budowanie relacji i motywowanie zespołu, marketing, , obsługa klienta.

Kliknij tu by przeczytać najaktualniejsze wpisy.

___________________________________

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 15 kwietnia 2009 o 12:33, w kategorii and tagged , , , , , , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



uff…

Trochę mnie nie było…

Nie dlatego, żeby nic ciekawego się nie działo. Działo sie sporo. Wytłumaczeniem, nie jest też chroniczny brak czasu. Prawda jest taka, że po prostu brakowało mi inspiracji do pisania. (więcej…)

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 8 kwietnia 2009 o 10:58, w kategorii analog and tagged , , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



walentynkowo…

14 lutego to kolejny z serii pretekstów do sprzedania czegokolwiek. Od kosmetyków i biżuterii poprzez bieliznę, na biletach do kina kończąc.

Ale jak namówić ludzi, żeby z okazji walentynek poszli do… (więcej…)

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 5 lutego 2009 o 14:58, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



kim jestem i co robię…

Czasami spotykam się z pytaniem. Prostym i rzeczowym z pozoru. Ale bardzo trudnym jeśli chcieć na nie w pełni odpowiedzieć.

Pytanie brzmi – co Pan robi? (więcej…)

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 16 stycznia 2009 o 22:48, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



nie opalaj się…

Słyszeliście, że opalanie szkodzi skórze? Może powodować raka itp.?

Moim zdaniem to bzdura i lobbing producentów kremów z filtrem. Statystycznie da się udowodnić każdą tezę. Choćby najbardziej abstrakcyjną. Cały sęk polega na właściwym dobraniu pytań lub w sposobie przedstawienia danych. (więcej…)

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia o 12:08, w kategorii analog and tagged , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



zmieni się na bank…

Jeszcze w październiku ubiegłego roku, chwilę po ogłoszeniu swoich kłopotów dowiedzieliśmy się o zakusach BNP Paribas. Tak, tak chodzi o Fortis .

W Polsce informacja o planowanym przejęciu pojawiła się na stronach BNP już 9-go października – o tu. Strona internetowa fortisa też podobny komunikat zawiera – tu. I zgodnie z informacją o planowanym sfinalizowaniu transakcji w pierwszym kwartale 2009 coś się dziać zaczyna. Już w grudniu w pressie zobaczyliśmy poniższe ogłoszenie:

fortis

Krótko, lakonicznie, ale wiarygodnie i na temat.

I zapewne niedługo – bardzo niedługo, zaczną znikać fortisowe oznakowania i pojawią się BNPowe gwiazdki.

Szkoda mi fajnego, nowoczesnego logotypu, świetnej linii strategicznej i kreatywnej, przejrzystej komunikacji reklamowej. Pisałem o tym już kiedyś i chętnie przypomnę. Oto jeden z lepszych strategicznie, prostszych i bardziej przejrzystych, moim zdaniem, spotów wizerunkowych, jakie w ogóle nakręcono:

Szkoda mi też jednego z fajniejszych gridów jakie wykorzystano w spotach reklamowych:

Ciekawe co pokaże BNP.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 5 stycznia 2009 o 10:28, w kategorii analog and tagged , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



bardziej niż pareto…

20% klientów przynosi 80% zysku – to jedno z możliwych zastosowań zasady Pareto.

80% CEO wierzy, że ich marka dostarcza konsumentom wyjątkowych doznań. 8% ich konsumentów to potwierdza.

76% konsumentów nie wierzy, że firmy mówią prawdę w swoich reklamach.

14% konsumentów wierzy w reklamy.

69% wyraża zainteresowanie technologią blokowania reklam.

10% konsumentów wpływa na zwyczaje zakupowe 90%.

Do tych zdań nie potrzeba komentarza. To po prostu dane badawcze wielokrotnie potwierdzane w historii reklamy. Trochę zatrważające, ale dające do myślenia. Bo jak się głębiej nad nimi zastanowimy, to wychodzi na to, że mówimy do około 0,1 do max 1% populacji. A może inaczej – tylko taki odsetek ludzi nas słucha. Nas, czyli osób tworzących komunikaty reklamowe, pomagających sprzedać kolejne serie ulepszonych produktów itd. itp.

Jak to wygląda od strony naszych zleceniodawców? Ilu z nich zna te procenty? Ile osób uwzględnia je w swoich zamiarach strategicznych i marketingowych? I najtrudniejsze – jeśli to wiedzą, to jakie wyciągają z tego wnioski?

Wniosek jest jeden. Przynajmniej ja tak sądzę. A wysnuwam go zgodnie z twierdzeniem Einsteina: możemy rozwiązać problem/zagadnienie przy użyciu tych samych metod, jakich użyliśmy do jego stworzenia :)

Trafić i przekonać tą garstkę ludzi, statystycznie będącą na granicy błędu pomiaru, można tylko w jeden sposób. Kreatywnością.

I potwierdza to poniższa prezentacja, którą Wam polecam. Prezentacja obejmująca sporą część 304-letniej (wg AdAge) historii reklamy.

Ech… Łezka się kręci jak się takie rzeczy ogląda.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 23 grudnia 2008 o 23:24, w kategorii analog and tagged , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



mało…

Bardzo często spotykam się z klientami. Powodem jest przeważnie jakiś przetarg reklamowy. A to na kampanię, a to na obsługę, a to na strategię. I za każdym razem szokuje mnie jedna rzecz.

Klienci nie chcą ujawniać swoich budżetów reklamowych.

Jak ktoś ma spory budżet to tłumaczy to mniej więcej tak: jak powiemy to nam od razu wlepią telewizor i powiedzą, że rozwiązaniem naszej zagwostki jest kampania ATL + BTL + + + +. A jak nie powiemy to może się bardziej wysilą i zrobią coś fajniejszego.

Jak nie ma za dużo pieniążków to klient mówi: nie chcę się przyznawać, bo nic ciekawego nie dostanę w zamian, a tak, to jak mi przygotują coś na maxa to sobie wybiorę to, co mi się podoba i na co mnie stać.

Skutek jest taki, że ani jedni, ani drudzy nie otrzymują tego co chcą, agencje nie mają pojęcia jak odpowiadać na problemy marki itp. itd. I w ogóle wszystko jest nie na temat.

Pat na życzenie zleceniodawcy.

Od dawien dawna, jak starą jest sztuka reklamowa najskuteczniejszym działaniem było na prawdę partnerskie traktowanie agencji – jak sobie wybieram lekarza to mu ufam i niczego przed nim nie ukrywam. Jak mam mało kaski to nie dostanę lifingu twarzy, tylko o krem na zmarszczki! Podobnie w reklamie: jak mam mało kaski to mądry partner nie wyda jej całej na spot. Tylko się zmóżdży i wymyśli coś, co klientowi i agencji przyniesie korzyść. Takie niskobudżetowe case’y znajdziemy w każdej książce o reklamie napisanej przez kogoś ze strony agencji – u Fallona, u Wuperfurtha i u Ogilviego na przykład.

Ale po co ten wstęp? A po to aby wspomnieć o moim ulubionym sposobie na niskobudżetowe produkcje, które markom/klientom robią czasami dużo lepiej niż superprodukcje firmowe i emisje w SuperBowl. Jaki to sposób? Banał. To kreatywność.

Jestem bardzo częstym gościem bloga I Believe in Advertising, bo ja też believe! Ktoś kto szuka na prawdę dobrej i „smart” kreacji znajdzie tam mnóstwo inspiracji. Dobrze opisanej i skatalogowanej.

Przytoczę moje dwa ulubione layouty – pierwszy to prasa, drugi to ambient w samolocie…

Nie trzeba nic więcej, bo liczy się POMYSŁ!

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 20 listopada 2008 o 20:12, w kategorii analog, trendy and tagged , , , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



doczekałem się…

Już kilkukrotnie pisałem coś o nowych bankach. I moim wyczekiwaniu na ich .

No i się doczekałem. Jutro, czyli 17go listopada 2008 startuje kampania Aliora. Spot widziałem – zresztą każdy może go sobie zobaczyć, jeśli bardzo chce. Ale ostrzegam, że trzeba bardzo chcieć.

Kilka miesięcy temu Alior rozpisał konkurs obiecując swoim przyszłym klientom 100zł na każde nowo otwarte konto. Jako, że stronkę organizował Artegence, to zgodnie ze swoim pozycjonowaniem i tradycją stworzona została też jakaś społeczność. Nie bardzo wiem czemu ma służyć, ale to się może rozwinie.

Wróćmy do spotu. Może to kwestia, że spodziewałem się czegoś na prawdę wow!, a może już sie po prostu znudziłem, bo ten teasing trwał za długo? Zobaczcie:

Nie bardzo chce mi się komentować ten spot, bo niczego w nim szczególnego nie ma. Ot spot, jak spot. Choć może jedno powiem – podoba mi się claim banku. Ale nie trzeba do jego wygłoszenia 45 sekund…

Warto poczytać komentarze przy spocie (YT kanał AliorTV), które aż za bardzo wskazują na działania buzz marketingowe – zresztą niektóre z nich taką mają treść!

Ciekawe, co będzie dalej. Jaki będzie napływ klientów i co się Aliorowi uda osiągnąć.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 15 listopada 2008 o 16:32, w kategorii analog and tagged , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



konsekwentnie…

Lata temu – kiedy to było? – wszyscy z podziwem oglądaliśmy wesołą animację kukurydzy.

Czemu z zachwytem? Chyba się nie mylę, że była to jedna z pierwszych lub pierwsza polska , w której użyto warstwy muzycznej z bardzo znanego utworu. I zaśpiewano go po polsku.

Deszczowa piosenka to chyba najbardziej znana melodia z musicalu. Wspaniały kawałek wielkiej i radosnej muzyki. Została skomponowana do filmu Hollywood Revue w 1929 roku. Ponownie wykorzystano ją w filmie Deszczowa piosenka (reż. Stanley Donen i Gene Kelly, prem. 7 września 1953 roku). Warto obejrzeć te słynne kadry.

Bonduelle ładnie i równie wesoło zaadoptowało muzykę dopisując polskie słowa. Powstała wesoła i bardzo produktowa reklama:

Jakiś czas później, a tak na prawdę dużo później (w mojej ocenie 2-3 lata) Bonduelle wyemitowało kolejny spot oparty na jednym ze słynniejszych rock&roll’i. Oto oryginał:

A to „adaptacja” Bonduelle:

Ostatnia produkcja jest zaczerpnięta z…
Czy jest ktoś kto nie zna tego kawałka? Bo tacy, co nie oglądali musicalu, pewnie się znajdą…

Co z tym zrobiła kukurydza?

Jak się na te spoty patrzy razem to wyraźnie widać ciągłość i jedną spójną myśl. Mimo, że animacje są ciut różne bo coraz dojrzalsze. Czuć ten sam klimat i ten sam ciepły, miły dla uszu i poruszający nogi, humor.

I ostatnie pytanie. Dlaczego o tym piszę?

Powód jest prosty. Podoba mi się i cieszy mnie to, że konsekwentnie realizuje pomysł strategiczny i utrzymuje . Niewiele jest w Polsce przykładów takiej i tak długotrwałej konsekwencji.

Czytelnikom, sobie i reklamozjadaczom życzę kolejnego spotu do kolekcji. I tu delikatna sugestia.
Może nie koniecznie ten kawałek, ale na pewno ten musical:

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 20 października 2008 o 17:58, w kategorii analog and tagged , , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



prawdziwy świat…

…czyli o uzależnieniach ciąg dalszy.

Jakoś chyba przypadkiem wciąż trafiam na dwa tematy. Ekologię i uzależnienie od internetu. O ekologii będzie później, choć to bardzo modny ostatnio temat. Lecz na tyle obszerny, że warto mu poświęcić więcej miejsca i osobny artykuł.

A więc wracamy do internetu. A w zasadzie do uzupełniania naszego internetowego życia światem realnym. Chyba to już dość poważny temat, skoro na jego kanwie kręci się spoty reklamowe. Spoty, które namawiają do wyjścia poza wirtualny świat. Spoty, które pokazują, że real może być bardziej fascynujący od życia wirtualnego.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 19 października 2008 o 18:19, w kategorii analog and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



uzależnieni…

Jakoś się po blogach i mediach przetacza temat uzależnień. Po mediach w związku z tymi sklepami z legalnymi używkami, a po blogach o jakimś dziwnym związku z internetem.

Ze smutkiem skonstatowałem, że też zaliczam się do grupy uzależnionych. Nie, nie od narkotyków i/lub używek. Od intenetu. czyli od maila, od www, od czytania blogów itd. I spodobało mi się to podejście Dominika, to też fajnie zadrażniło receptory.

Nawet tygodniowy odwyk nie bardzo mi pomógł. Może o tyle pomógł, o ile poczułem, że to odwyk i uświadomiłem sobie uzależnienie. No, podobno świadomość też coś znaczy i jest pierwszym krokiem w leczeniu. Ale ja mam 2 uzależnienia! Primo , secundo telefon. To drugie robi się coraz bardziej tym pierwszym :)

Problem w tym, że nie chcę się leczyć. I szukam powodów dlaczego nie wymagam leczenia. I jak szukam to trafiam na różne dziwne rzeczy. Wśród tych dziwnych są też fajne. I taką fajną się z Wami podzielę.

To świeża produkcja dla …

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 17 października 2008 o 15:14, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



życie bez reklamy…

Mam ochotę powiedzieć, że wcale nie jest gorsze niż życie z reklamą na codzień. Ale nie byłaby to prawda.
Jak się coś lubi robić, to nie dość, że robi się to chętnie, to dodatkowo wcale taka praca nie męczy. A przypadkowość spostrzeżeń przeradza się w automatyzm. I wszędzie dostrzega się marki, producentów i komunikaty reklamowe.

Właśnie wróciłem z Portugalii. Z jej południowych krańców. Z regionu, którego przyroda jest reklamą samą w sobie.

wybrzeże klifowe, portugalia

wybrzeże klifowe, portugalia

I jak się okazuje wcale nie trzeba tej przyrody obudowywać billboardami (vide nasze wybrzeże), każdego domu obklejać markami producentów napojów wyskokowych i chłodzących, a każdej ściany ozdabiać kasetonami.

Nie, nie jest wcale aż tak cudownie. Część miejsc została jakimś gospodarczym boomem zabetonowana w stylu „nowoczesnej” wielkiej płyty (nawet nie chciało mi się z bliska zdjęcia zrobić).

panorama na bloki mieszkalne

panorama na bloki mieszkalne

Jednak i tam ciężko się natknąć na ściany upstrzone wielkimi reklamami. Choć znalazłem jeden dziwaczny kwiatek. To kościółek otoczony z jednej strony estradą koncertową, z drugiej dwoma budkami telefonicznymi, których obudowa jest ruchomym plakatem (i ludzie z nich – tych budek – korzystają!). No i jakiś potykacz barowy sie pojawił.

malutki kościółek w środku betonowego miasta

Ale wróćmy do braku reklam. Ich nieobecność zmusza markaterów do większego wysiłku. Nie każdy chce (może) temu zadaniu sprostać. Ale na pewno dobrze sobie radzi Olá i Lipton, czyli Unilever na zimno. Na tyle dobrze, że ich logotyp pojawia się w miejscach kompletnie niereklamowych i dziwnych – co ma popielniczka do lodów?

popielniczka Ola - Algida

popielniczka Ola - Algida

Ciekawe ile tych krzesełek naprodukowali?

krzesełko IceTea pod samotnym domkiem w polu

A to wszystko dotyczy miejsc,

panorama części wybrzeża Algarve

które zostały zbudowane pod turystów – czyli ludzi, którzy z natury jadą żeby wydać trochę pieniędzy. Czyli stanowią niesłychanie atrakcyjną grupę odbiorców. Mają nastawienie zakupowe z definicji. I co – nic dla nich? Dlaczego nie ma WIELKICH outdoorów spektakularnie zwisających z każdego drzewa?

Ech – fajnie być w miejscu, gdzie komunikatów reklamowych się szuka, a nie one dopadają Cię na każdym kroku.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 11 października 2008 o 20:25, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



granica…

Od kilku dni przez znakomitą większość blogów przewija się temat diesel’owego wirusa.
Różne sa komentarze, różne opinie. Jedni mówią fajne, drudzy, że plagiat, trzeci że obrzydliwe i nawet screenshota (sic! :) ) nie pokażą. Jeszcze inni zastanawiają się, czy wrzucony na jutjubowe wideohurtownie spot zostanie, czy nie zostanie zbanowany. No to i ja w końcu szaleństwu ulegam. I swoje 3 grosze do ogólnego zgiełku muszę dorzucić.

Najpierw prosty komentarz – mi się spot NIE PODOBA. Choć idealnie wpasowuje się w wszechogarniającej pornografii jakąś granicę przesuwa (przekracza?).
Ja rozumiem i popieram Troutowskie „differentiate or die”, ale ten spot jest już chyba lekką przesadą (a może za stary jestem, albo niedzisiejszy?). Nie jestem pruderyjny i niejedno w życiu widziałem, ale uważam, że jest pewna linia, po której przekroczeniu jest… pusto, dziura, przepaść. No bo pomyślcie, co będzie następne? Zlikwidujemy rysunki? A może celebrytem nowego banku powinien zostać „ogier” (czy jak go tam nazwać) z poniższej reklamy firmy Amica?

Wiemy doskonale z ogólnodostępnych badań percepcji reklam, że najlepiej sprzedają: seks, dzieci i zwierzęta (kolejność przypadkowa). I jak do tej pory wszyscy marketerzy umiejętnie tzn. z gustem, bez przekraczania barier smaku, te wykorzystywali. Jedni opierali komunikację na delikatnej erotyce, inni budowali marki wykorzystując urocze, półroczne bobasy, jeszcze inni fajne psy mieszali z farbami. Marketerzy na tym korzystali, konsumenci chętnie oglądali spoty i kupowali produkty. Agencje zarabiały. I powinno tak zostać.

Z drugiej strony już nasi pradziadowie wiedzieli, że najlepszą kasę robi się na ludzkim nieszczęściu i/lub snobizmie. Jak to wszystko zmiksujemy to wyjdzie np. pasztet w postaci reklamy high-endowego domu pogrzebowego, w którym wykorzystany zostanie… sami sobie dopowiedzcie. Brr…

Spot Diesel’a nie jest dla mnie ani śmieszny, ani zachęcający.

Fakt – zapamiętywalny to on jest. Ale do mnie, nie dość, że nie przemawia, to raczej mnie od marki odpycha. Bo zamiast ostrej rypanki wolę… to już nie temat na bloga o reklamie ;)

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 29 września 2008 o 22:08, w kategorii analog, trendy and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



szkoda…

Było tak fajnie.
Do tej pory PKO BP była spójna i świeża. Dobrze, książkowo wręcz, odnawiała wizerunek jednego z największych banków. Cały ATL miał jedną, wspólną i klarowną myśl. Każdy kolejny komunikat wspierał poprzedni. Szacun dla Scholz&Friends.

Ale dla Lowe GGK (mimo że to duża i szacowna agencja, mimo że zatrudnia na prawdę fajnych i kreatywnych ludzi, mimo że ma dobry dział strategii) nie mam słów pochwały. Wyprodukowali jakiegoś produktowego dziwoląga odrzucając cały (2 letni bodaj) wysiłek banku i agencji, włożony w postawienie tej instytucji na komunikacyjne nogi. Po pierwsze mnie to dziwi, po drugie, trochę mi żal. Bo mieliśmy na rynku kolejny (pierwszy to TPSA), dobry przykład baaaardzo dużej instytucji, która popisała się odwagą w zmianie wizerunku. Takim spotem (nie, nie mam zastrzeżeń co do jakości produkcji, czyli do Platige Image) można szybko ten wysiłek (i niemałe pieniądze) po prostu zmarnować. Co z tego, że produkt wygląda dobrze (choć jak sie przyjrzymy to jest niezłą ściemą) i pewnie świetnie sie sprzeda? Sprzeda się bo cyferki ma duże i wyraźne, a nie dlatego, że ktoś ma ambicje podrabiać Lucasa! Ludziska się na te cyferki złapią, do banku z walizką polecą, bo nie zauważą, że trzeba kaskę na 1,5 roku zostawić i niekoniecznie te 10,5 się wypije…
Ale samo istnienie dobrego produktu to nie komunikacji. Ten spot jest jak chochlik drukarski w połowie książki. Chochlik który spowodował, ze mamy jakiś fragment z zupełnie innej bajki. Jak długi? To się okaże.
Czuję się w obowiązku spot pokazać, choć robię to niechętnie, bo mnie jego antystrategiczność drażni. Wrrrrrrrr!

Że coś się w banku i/lub agencji złego dzieje można było zaobserwować wcześniej. Były symptomy. Najpierw przetarg wygrany przez kilka agencji na raz (czemu przez kilka?), potem lekko dziwna, odstająca od wcześniejszych, produkcja z Beatą Kozidrak. Co prawda jeszcze w linii „crazy” ale już jakoś inaczej.

Miało być tak pięknie, a wyszło…

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 25 września 2008 o 19:31, w kategorii analog and tagged , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



ja też nie mogę…

Irena nie mogła się powstrzymać od umieszczenia u siebie spotu chlebka :) Ja nie powstrzymam się od powtórzenia za M. Reyher. Powinniście to zobaczyć – to jest wstrząs! :)
Pewnie takich „patentów” da się znaleźć na bannerblogu więcej. Jednak na mnie, za każdym razem, taka produkcja robi wrażenie.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 23 września 2008 o 17:18, w kategorii analog, trendy and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



pomysł vs. klient odc. 2…

Skończyliśmy na: „Widzieliście polski z tym Panem w roli głównej?”
Ja też nie widziałem :( .

Jak to sie stało, że nie doszło do realizacji?
23 października 2003 około 19-tej naszego czasu na wcześniejszą prośbę klienta odbyliśmy trójstronną rozmowę z agentem Sir Seana Connery, która w założeniu miała potwierdzić ustalenia i koszty. Zapewne klient liczył na wynegocjowanie czegoś… Negocjacje się nie udały.
Kilka dni później od klienta otrzymaliśmy prośbę o zaproponowanie czegoś innego. Argument za odrzuceniem koncepcji brzmiał – „za drogo”. Był o tyle dziwny, o ile klient od samego początku znał koszty i je akceptował. Bah! Jest o nich mowa w notce prasowej! Zatem w całej naszej branży świadomość ceny była powszechna… Ech!
Ciężko było wymyślić coś nowego po takim pomyśle.
W końcu się udało. Pomysł autorstwa Marka Szewczyka został zaakceptowany przez klienta i zrealizowany.

Oto behind the scenes (uwaga, to dość długi filmik):

A oto spot, a w zasadzie dwa spoty – dwie wersje tekstowe i kolorystyczne:

Reżyserem był Marcin Ziębiński, zdjęcia robił Wit Dąbal, muzyką i realizacją dźwięku zajęło się studio Papryka i Synowie, produkcją zajęło się studio Odeon. Spot, który można wciąż odnaleźć w showreel’u Odeonu zdobył nagrodę EuroShorts.

Ale jak to się ma do Sir Sean’a Connery :) ?

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 22 września 2008 o 15:11, w kategorii analog and tagged , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



pomysł vs. klient odc. 1…

…czyli jak się ma pomysł agencji do faktycznej realizacji.
Ostatnio spodobał się Wam wpis dotyczący chlebka. Postanowiłem temat rozwinąć, a jako że kilka case’ów w szafie czeka, mam o czym pisać. No to jedziemy!
Rok 2003. Pitchujemy telefonię Dialog z Wrocławia. Kampania jaką mamy przygotować ma wprowadzić Dialog na ogólnopolskie wody. Szukamy wyróżnika strategicznego i kreatywnego. Na kilka dni przed krytycznym spotkaniem pada pomysł. Connery. Sean Connery. Sir Sean Connery. Taka idea, jak zwykle w procesie tworzenia rozpoczyna lawinę pomysłów. W powietrzu latają scenariusze i pomysły jak Pana Szkota wykorzystać.

Powstaje animatik:

który wygrywa przetarg. Od klienta dostajemy zielone światło, a ja pisemne upoważnienie do negocjacji z Seanem w imieniu telefonii Dialog. Nie było łatwo namierzyć jego agenta, ale w końcu się udało. Chcemy kupić wizerunek Sir Seana Connery na 3 miesiące. Oczekiwania są niższe niż się spodziewaliśmy. Jest tylko jedno „ale”… Spot trzeba nakręcić na Bahamach. A to kosztuje tyle samo, co prawa do wizerunku. Jednakże dalej sumaryczna kwota nie jest oszołamiająca, choć sięga 20% całkowitego budżetu na i produkcję. W mediach pokazuje się notka na temat przyszłej kampanii. Do jej wypuszczenia nikt się nie przyznaje…

Widzieliście polski TVC z tym Panem w roli głównej?
Odcinek 2 już wkrótce.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia o 10:14, w kategorii analog and tagged , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



męska rzecz…

Ale czy na pewno? Mowa o samochodach. A w zasadzie o internecie. Czyli o samochodach w internecie:)
Ciekawa (moim zdaniem) jest sytuacja stron poświęconych określonym markom.
Poniżej trzy (miesiąc po miesiącu) rankingi popularności stron poświęconych samochodom:
Marzec 2008:
2008-march-automotive-sites-nielsen-netview.GIF
Kwiecień 2008:
2008-april-automotive-sites-nielsen-netview.GIF
Maja 2008:
2008-may-automotive-sites-nielsen-netview.GIF
W rankingach stron gdzie można autko kupić lub sprzedać jakieś przetasowania. Wśród stron informacyjnych podobnie. Ale czemu takie różnice w oglądalności stron producentów? Odpowiedź jest oczywiście banalna. Ogląda się to, co jest akurat promowane (nowe modele, aktualna promocja itp.).

Czemu o tym wspominam skoro to takie banalne? Po to aby pokazać, że konsumpcja internetu NICZYM się nie różni od konsumpcji tradycyjnej. Podlega takim samym zmianom jak w realu. Zatem nieprawdą jest, że strategie i działania taktyczne opracowane dla internetu to coś zupełnie innego od tych tworzonych dla marketingu tradycyjnego. To to samo i takimi samymi prawami się rządzi! I niech mi nikt nie próbuje udowodni, że jest inaczej. Ok, argument, że w reklamie tradycyjnej chodzi o to aby ktoś obejrzał i zapamiętał, a w internecie, żeby coś zrobił jest słuszny. Ale z punktu widzenia strategii różnic nie ma. jest taki sam dla obydwu działań. Może być tak samo skuteczny lub nie. A jeśli jest skuteczny w realu to i w necie zadziała.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 1 lipca 2008 o 11:17, w kategorii trendy and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.




» Next Entries