Rozszerzanie marek to bardzo popularny pomysł marketerów na zwiększenie zasięgu swoich firm i zwiększenie zysków. Szczególnie podatne na takie pomysły są marki technologiczno-komputerowe.
Większość takich firm zastanawia się jakby to zrobić. Niektórym się udaje, innym mniej. Poczynając od iTunes Apple poprzez telefony w telewizjach kablowych skończywszy na coraz to nowych usługach w telefoniach komórkowych obserwujemy i dotykamy marek, które atakują nas w każdym możliwym momencie dnia i życia.
Francuski Orange wykombinował, że będzie operatorem tv. I przygotował coś takiego:
Ja mam wątpliwości czy to chwyci…
Opublikowany przez , dnia 1 grudnia 2008 o 9:38, w kategorii analog, trendy and tagged brand, branding, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
Bardzo często spotykam się z klientami. Powodem jest przeważnie jakiś przetarg reklamowy. A to na kampanię, a to na obsługę, a to na strategię. I za każdym razem szokuje mnie jedna rzecz.
Klienci nie chcą ujawniać swoich budżetów reklamowych.
Jak ktoś ma spory budżet to tłumaczy to mniej więcej tak: jak powiemy to nam od razu wlepią telewizor i powiedzą, że rozwiązaniem naszej zagwostki jest kampania ATL + BTL + Internet + + +. A jak nie powiemy to może się bardziej wysilą i zrobią coś fajniejszego.
Jak nie ma za dużo pieniążków to klient mówi: nie chcę się przyznawać, bo nic ciekawego nie dostanę w zamian, a tak, to jak mi przygotują coś na maxa to sobie wybiorę to, co mi się podoba i na co mnie stać.
Skutek jest taki, że ani jedni, ani drudzy nie otrzymują tego co chcą, agencje nie mają pojęcia jak odpowiadać na problemy marki itp. itd. I w ogóle wszystko jest nie na temat.
Pat na życzenie zleceniodawcy.
Od dawien dawna, jak starą jest sztuka reklamowa najskuteczniejszym działaniem było na prawdę partnerskie traktowanie agencji – jak sobie wybieram lekarza to mu ufam i niczego przed nim nie ukrywam. Jak mam mało kaski to nie dostanę lifingu twarzy, tylko o krem na zmarszczki! Podobnie w reklamie: jak mam mało kaski to mądry partner nie wyda jej całej na spot. Tylko się zmóżdży i wymyśli coś, co klientowi i agencji przyniesie korzyść. Takie niskobudżetowe case’y znajdziemy w każdej książce o reklamie napisanej przez kogoś ze strony agencji – u Fallona, u Wuperfurtha i u Ogilviego na przykład.
Ale po co ten wstęp? A po to aby wspomnieć o moim ulubionym sposobie na niskobudżetowe produkcje, które markom/klientom robią czasami dużo lepiej niż superprodukcje firmowe i emisje w SuperBowl. Jaki to sposób? Banał. To kreatywność.
Jestem bardzo częstym gościem bloga I Believe in Advertising, bo ja też believe! Ktoś kto szuka na prawdę dobrej i „smart” kreacji znajdzie tam mnóstwo inspiracji. Dobrze opisanej i skatalogowanej.
Przytoczę moje dwa ulubione layouty – pierwszy to prasa, drugi to ambient w samolocie…
Nie trzeba nic więcej, bo liczy się POMYSŁ!
Opublikowany przez , dnia 20 listopada 2008 o 20:12, w kategorii analog, trendy and tagged brand, branding, kampania reklamowa, komunikacja, koncept, konsument, kreacja, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
Już kilkukrotnie pisałem coś o nowych bankach. I moim wyczekiwaniu na ich launch.
No i się doczekałem. Jutro, czyli 17go listopada 2008 startuje kampania Aliora. Spot widziałem – zresztą każdy może go sobie zobaczyć, jeśli bardzo chce. Ale ostrzegam, że trzeba bardzo chcieć.
Kilka miesięcy temu Alior rozpisał konkurs obiecując swoim przyszłym klientom 100zł na każde nowo otwarte konto. Jako, że stronkę organizował Artegence, to zgodnie ze swoim pozycjonowaniem i tradycją stworzona została też jakaś społeczność. Nie bardzo wiem czemu ma służyć, ale to się może rozwinie.
Wróćmy do spotu. Może to kwestia, że spodziewałem się czegoś na prawdę wow!, a może już sie po prostu znudziłem, bo ten teasing trwał za długo? Zobaczcie:
Nie bardzo chce mi się komentować ten spot, bo niczego w nim szczególnego nie ma. Ot spot, jak spot. Choć może jedno powiem – podoba mi się claim banku. Ale nie trzeba do jego wygłoszenia 45 sekund…
Warto poczytać komentarze przy spocie (YT kanał AliorTV), które aż za bardzo wskazują na działania buzz marketingowe – zresztą niektóre z nich taką mają treść!
Ciekawe, co będzie dalej. Jaki będzie napływ klientów i co się Aliorowi uda osiągnąć.
Opublikowany przez , dnia 15 listopada 2008 o 16:32, w kategorii analog and tagged brand, branding, kampania reklamowa, koncept, launch, media, reklama. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
…i w temacie.
Długo nie było wpisów zgodnych z tematem bloga. Czyli o markach, strategiach itd. Wybaczcie, ale tyle się dzieje…
Dawno temu starałem się wytłumaczyć, czym jest strategia komunikacji i co należy zrobić, aby stworzyć wygrywającą strategię. Dziś chciałbym się cofnąć o kilka kroków. I poruszyć temat brandu.
Na jednym ze spotkań zadano mi pytanie – a co to właściwie jest brand? Nomen omen – pytanie padło od osoby, która (przynajmniej z racji stanowiska i funkcji) doskonale powinna to wiedzieć. Ale doceniam, że ktoś pyta. Bo to znaczy, że się przyznaje, że nie wie i że chce się dowiedzieć.
Jednak odpowiedź nie jest taka prosta. Ma dwie dość istotne części. Pierwsze zagadnienie jest mocno akademickie: słowo „brand” nie ma polskiego odpowiednika. Używa się słownikowego tłumaczenia, które niestety nie oddaje natury rzeczy.
Ling tłumaczy to tak: BRAND: 1. (piece of burning wood) żagiew; 2. (mark of ~ing, also fig) piętno; 3. (trademark) znak towarowy; 4. (species of goods) marka; 5. (type) rodzaj, gatunek. Ale Wikipediowe definicje marki to już coś zupełnie innego niż brand.
Chyba najprościej i najbardziej przejrzyście, tłumaczy to pojęcie Marty Neumeier w swojej książce Brand Gap. Warto zerknąć na prezentację stworzoną z jej treści:
Zagadnienie brandu, Marty zamyka w kilku pierwszych slajdach (7-18). Krótko, na temat i bardzo przekonywująco.
Dalej książka porusza zjawisko przepaści jaka istnieje pomiędzy strategią, a rozwiązaniami kreatywnymi. Czyli dotyka sedna naszej pracy, frustracji i zachwytu. Bo powalają nas kreacje oparte na silnych strategicznych podstawach. Odkrywcze, proste i skuteczne. A frustrują „bezpieczne” (przysłowiowe DUŻE LOGO) layouty i spoty, które nie dość, że nie są skuteczne, to niewiele znaczą.
Warto nie tylko tą książkę przeczytać. Warto ją cytować dosłownie, powtarzając niektóre zdania.
Kolejny odcinek o brandach juz wkrótce.
Opublikowany przez , dnia 21 października 2008 o 16:37, w kategorii analog and tagged brand, branding, pozycjonowanie, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
9 dni temu pisałem o dziwnym spokoju i ciszy wokół dwóch nowych banków. Sugerowałem, że to może cisza spowodowana kryzysem, zmiana strategii, a może jeszcze coś innego.
W dzisiejszym Mediarun‘ie znalazłem notkę, że o żadnym strachu nie ma mowy. Wszystko zgodnie z planem, normalnie itp. itd.
No i fajnie. Ale jak to się ma do wcześniejszych (z początku roku) zapowiedzi otwarcia we wrześniu, gigantycznych kampanii reklamowych, spektakularnych eventów i innych niespodziewajek.
Ja poczekam, ale czy na otwarcia tych banków poczekają nasze pieniądze? Czy już dawno będa ukryte w szafce z bielizną?
Na razie, na osłodę dwa bankowe spociki – chiński i turecki:
Opublikowany przez , dnia o 10:16, w kategorii analog and tagged branding, launch, news, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
Lata temu – kiedy to było? – wszyscy z podziwem oglądaliśmy wesołą animację kukurydzy.
Czemu z zachwytem? Chyba się nie mylę, że była to jedna z pierwszych lub pierwsza polska reklama, w której użyto warstwy muzycznej z bardzo znanego utworu. I zaśpiewano go po polsku.
Deszczowa piosenka to chyba najbardziej znana melodia z musicalu. Wspaniały kawałek wielkiej i radosnej muzyki. Została skomponowana do filmu Hollywood Revue w 1929 roku. Ponownie wykorzystano ją w filmie Deszczowa piosenka (reż. Stanley Donen i Gene Kelly, prem. 7 września 1953 roku). Warto obejrzeć te słynne kadry.
Bonduelle ładnie i równie wesoło zaadoptowało muzykę dopisując polskie słowa. Powstała wesoła i bardzo produktowa reklama:
Jakiś czas później, a tak na prawdę dużo później (w mojej ocenie 2-3 lata) Bonduelle wyemitowało kolejny spot oparty na jednym ze słynniejszych rock&roll’i. Oto oryginał:
A to „adaptacja” Bonduelle:
Ostatnia produkcja jest zaczerpnięta z…
Czy jest ktoś kto nie zna tego kawałka? Bo tacy, co nie oglądali musicalu, pewnie się znajdą…
Co z tym zrobiła kukurydza?
Jak się na te spoty patrzy razem to wyraźnie widać ciągłość i jedną spójną myśl. Mimo, że animacje są ciut różne bo coraz dojrzalsze. Czuć ten sam klimat i ten sam ciepły, miły dla uszu i poruszający nogi, humor.
I ostatnie pytanie. Dlaczego o tym piszę?
Powód jest prosty. Podoba mi się i cieszy mnie to, że marketer konsekwentnie realizuje pomysł strategiczny i utrzymuje pozycjonowanie. Niewiele jest w Polsce przykładów takiej i tak długotrwałej konsekwencji.
Czytelnikom, sobie i reklamozjadaczom życzę kolejnego spotu do kolekcji. I tu delikatna sugestia.
Może nie koniecznie ten kawałek, ale na pewno ten musical:
Opublikowany przez , dnia 20 października 2008 o 17:58, w kategorii analog and tagged branding, kampania reklamowa, komunikacja, koncept, kreacja, muzyka, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
Mam ochotę powiedzieć, że wcale nie jest gorsze niż życie z reklamą na codzień. Ale nie byłaby to prawda.
Jak się coś lubi robić, to nie dość, że robi się to chętnie, to dodatkowo wcale taka praca nie męczy. A przypadkowość spostrzeżeń przeradza się w automatyzm. I wszędzie dostrzega się marki, producentów i komunikaty reklamowe.
Właśnie wróciłem z Portugalii. Z jej południowych krańców. Z regionu, którego przyroda jest reklamą samą w sobie.
I jak się okazuje wcale nie trzeba tej przyrody obudowywać billboardami (vide nasze wybrzeże), każdego domu obklejać markami producentów napojów wyskokowych i chłodzących, a każdej ściany ozdabiać kasetonami.
Nie, nie jest wcale aż tak cudownie. Część miejsc została jakimś gospodarczym boomem zabetonowana w stylu „nowoczesnej” wielkiej płyty (nawet nie chciało mi się z bliska zdjęcia zrobić).
Jednak i tam ciężko się natknąć na ściany upstrzone wielkimi reklamami. Choć znalazłem jeden dziwaczny kwiatek. To kościółek otoczony z jednej strony estradą koncertową, z drugiej dwoma budkami telefonicznymi, których obudowa jest ruchomym plakatem (i ludzie z nich – tych budek – korzystają!). No i jakiś potykacz barowy sie pojawił.
Ale wróćmy do braku reklam. Ich nieobecność zmusza markaterów do większego wysiłku. Nie każdy chce (może) temu zadaniu sprostać. Ale na pewno dobrze sobie radzi Olá i Lipton, czyli Unilever na zimno. Na tyle dobrze, że ich logotyp pojawia się w miejscach kompletnie niereklamowych i dziwnych – co ma popielniczka do lodów?
Ciekawe ile tych krzesełek naprodukowali?
A to wszystko dotyczy miejsc,
które zostały zbudowane pod turystów – czyli ludzi, którzy z natury jadą żeby wydać trochę pieniędzy. Czyli stanowią niesłychanie atrakcyjną grupę odbiorców. Mają nastawienie zakupowe z definicji. I co – nic dla nich? Dlaczego nie ma WIELKICH outdoorów spektakularnie zwisających z każdego drzewa?
Ech – fajnie być w miejscu, gdzie komunikatów reklamowych się szuka, a nie one dopadają Cię na każdym kroku.
Opublikowany przez , dnia 11 października 2008 o 20:25, w kategorii analog and tagged branding, komunikacja, koncept, kreacja, reklama. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.
Jak sie ma miejsce w drugiej połowie rankingu, to prędzej czy później trzeba cos z tym zrobić. To jest rodzaj gry z której nie można się wycofać, więc trzeba grać. Mocniej, bardziej zdecydowanie. O czym mowa?
W rankingu atrakcyjności marek narodowych mamy 28 miejsce. Trochę kiepsko.
Ranking to część raportu który uwzględnia sześć zmiennych i według nich klasyfikuje atrakcyjność marki kraju.
Każda ze zmiennych wymaga kilku słów komentarza:
Eksport – tendencja do aktywnego poszukiwania lub odrzucania produktów z danego kraju.
Rząd – ocena jak kompetentnie i uczciwie dany kraj jest rządzony
Kultura – ocena percepcji dziedzictwa oraz dorobku kulturowego (film, muzyka, sztuka, literatura)
Społeczeństwo – subiektywna ocena gościnności mieszkańców kraju, ich otwartości i przyjazności
Turystyka – to najbardziej wyraźny czynnik określający percepcję kraju jako całości. Ocena dotyczy potencjału turystycznego oraz chęci odwiedzenia danego kraju
Inwestycje i imigracja – siła kraju w kontekście chęci zamieszkania, pracy, życia, studiowania w nim
Ale wróćmy do marki o nawie POLSKA. 28 miejsce to raczej powód do zmartwienia, a jedyna szansa na poprawienie wyniku to inwestycja w markę.
I oto proszę. Piszę tego posta i okazuje się że WRESZCIE uruchamiamy polską kampanię w CNN.
Tylko nie za bardzo rozumiem, dlaczego pod spotami, które w mojej opinii nie są najwyższych (sic!) lotów, podpisuje się LOT. On to finansuje? Bo dla mnie to bardziej reklama linii lotniczych niż Państwa. I jaki w tym tkwił zamysł? Jakaś myśl strategiczna? Może coś podpowiecie?
Ale nie czepiając się – lepsze to niż nic.
Opublikowany przez , dnia 25 września 2008 o 23:47, w kategorii analog and tagged branding, komunikacja, reklama, strategia. Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.