Jesteś u BrandDoctor'a. Blog jest redagowany przez Marcina Kalkhoff.

trzecia tuba…

Spotkanie blogersko mediowe w Warszawskim Multikinie czyli TUBA to jedna z okazji na poznanie opinii o blogach, blogerach, blogosferze i biznesie z tym związanym. Szacun dla Maćka za organizację i za talent do naturalnego i swobodnego prowadzenia.

Po raz kolejny okazało się, że niewiele firm traktuje nas poważnie i że z punktu widzenia marketera ważniejszy jest zasięg niż wiarygodność. Komercjalizacja blogów to jakiś temat baaaaaardzo na czasie, co nie do końca rozumiem. Z jednej strony blogerzy twierdzą, że to nie jest ich główne zajęcie, że to pasja itd. Z drugiej ciągle gadamy o kasie za pisanie. W moim odczuciu to jakaś sprzeczność.

Ale wróćmy do Tuby i mojej oceny wydarzenia.

Warto takie spotkania organizować. Warto pokazywac różne punkty widzenia. Warto słuchac różnych opinii. Czy to od strony PR, czy od strony domów mediowych, czy od strony sieci reklamowych. Wszystkie te informacje są cenne i kształcące. Pod warunkiem, ze sa dobrze podane i zaprezenetowane.

Ciężko do organizatora mieć pretensje o braki w umiejętnościach prezentacyjnych prelegentów tym bardziej, że organizator prezentuje wysoki w tym zakresie poziom. Tak, jak ciężko słuchać prezentacji czytanych ze slajdów, zawierających błędy merytoryczne i gramatyczne, i ortograficzne.

Zresztą to było widać – prezentacja Norberta Kilena (OnBoard Pr) nie dość, że była dobrze poprowadzona (autor poświęcił czas na jej napisanie, nauczenie się itd.) to mocno zadrażniła receptory i wywołała fajne reakcje na sali.

Za to Łukasz Bąkowski (Mindshare) mimo ciekawej treści, swój występ kompletnie położył. Czytał ze slajdów, które zawierały sporo wymienionych wcześniej błędów. Było widać zlewkę – coś przygotowanego na szybko i na kolanie. Może następnym razem warto zaprosić jakoś dom mediowy, który albo przyśle lepszego prezentera, albo lepiej się do wykładu przygotuje.

Yellowgreen.pl oraz Blogvertising.pl spowodowały, że musiałem wyjść z sali. Mimo szczerej i prawdziwej chęci zostania do końca.

Jak jest moja globalna ocena? Jaka sugestia?

Gratulacje dla Maćka za pomysł i organizację. Gratulacje za prowadzenie. Gratulacje za tematykę.

Co bym poprawił? Ciężko prosić organizatora, żeby nauczył prelegentów prezentować – on ma na to niewielki wpływ, niestety. Niestety przy takiej tematyce, pewnie innych prelegentów znaleźć nie da rady. Sugestia zmiany tematyki też jest bez sensu.

Ale mediafunowi doradzam, żeby oprócz tematu i treści zwracał uwagę na osoby, które te treści przekazują.
Tak jak z produktem – nie wystarczy, że sam produkt jest bardzo dobry. Trzeba do niego jeszcze dorobić dobre opakowanie i dobrą komunikację.

____________________________________

Uzupełnienie z 21:29, 28.10.2008 czyli googlowa skuteczność blogów: 2920 zindeksowanych stroniczek (szkoda, że nie zrobiłem zrzutu sprzed imprezy – z tego, co pamiętam było około 500 stron w odpowiedzi na to samo zapytanie). Zobaczymy, co będzie jutro.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 28 października 2008 o 9:51, w kategorii analog and tagged , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



na temat…

…i w temacie.

Długo nie było wpisów zgodnych z tematem bloga. Czyli o markach, strategiach itd. Wybaczcie, ale tyle się dzieje…

Dawno temu starałem się wytłumaczyć, czym jest komunikacji i co należy zrobić, aby stworzyć wygrywającą strategię. Dziś chciałbym się cofnąć o kilka kroków. I poruszyć temat brandu.

Na jednym ze spotkań zadano mi pytanie – a co to właściwie jest ? Nomen omen – pytanie padło od osoby, która (przynajmniej z racji stanowiska i funkcji) doskonale powinna to wiedzieć. Ale doceniam, że ktoś pyta. Bo to znaczy, że się przyznaje, że nie wie i że chce się dowiedzieć.

Jednak odpowiedź nie jest taka prosta. Ma dwie dość istotne części. Pierwsze zagadnienie jest mocno akademickie: słowo „brand” nie ma polskiego odpowiednika. Używa się słownikowego tłumaczenia, które niestety nie oddaje natury rzeczy.

Ling tłumaczy to tak: BRAND: 1. (piece of burning wood) żagiew; 2. (mark of ~ing, also fig) piętno; 3. (trademark) znak towarowy; 4. (species of goods) marka; 5. (type) rodzaj, gatunek. Ale Wikipediowe definicje marki to już coś zupełnie innego niż brand.

Chyba najprościej i najbardziej przejrzyście, tłumaczy to pojęcie Marty Neumeier w swojej książce Brand Gap. Warto zerknąć na prezentację stworzoną z jej treści:

Zagadnienie brandu, Marty zamyka w kilku pierwszych slajdach (7-18). Krótko, na temat i bardzo przekonywująco.

Dalej książka porusza zjawisko przepaści jaka istnieje pomiędzy strategią, a rozwiązaniami kreatywnymi. Czyli dotyka sedna naszej pracy, frustracji i zachwytu. Bo powalają nas kreacje oparte na silnych strategicznych podstawach. Odkrywcze, proste i skuteczne. A frustrują „bezpieczne” (przysłowiowe DUŻE LOGO) layouty i spoty, które nie dość, że nie są skuteczne, to niewiele znaczą.

Warto nie tylko tą książkę przeczytać. Warto ją cytować dosłownie, powtarzając niektóre zdania.

Kolejny odcinek o brandach juz wkrótce.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 21 października 2008 o 16:37, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



boją się, czy nie…

9 dni temu pisałem o dziwnym spokoju i ciszy wokół dwóch nowych banków. Sugerowałem, że to może cisza spowodowana kryzysem, zmiana strategii, a może jeszcze coś innego.

W dzisiejszym Mediarun‘ie znalazłem notkę, że o żadnym strachu nie ma mowy. Wszystko zgodnie z planem, normalnie itp. itd.

No i fajnie. Ale jak to się ma do wcześniejszych (z początku roku) zapowiedzi otwarcia we wrześniu, gigantycznych kampanii reklamowych, spektakularnych eventów i innych niespodziewajek.

Ja poczekam, ale czy na otwarcia tych banków poczekają nasze pieniądze? Czy już dawno będa ukryte w szafce z bielizną?

Na razie, na osłodę dwa bankowe spociki – chiński i turecki:

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia o 10:16, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



konsekwentnie…

Lata temu – kiedy to było? – wszyscy z podziwem oglądaliśmy wesołą animację kukurydzy.

Czemu z zachwytem? Chyba się nie mylę, że była to jedna z pierwszych lub pierwsza polska , w której użyto warstwy muzycznej z bardzo znanego utworu. I zaśpiewano go po polsku.

Deszczowa piosenka to chyba najbardziej znana melodia z musicalu. Wspaniały kawałek wielkiej i radosnej muzyki. Została skomponowana do filmu Hollywood Revue w 1929 roku. Ponownie wykorzystano ją w filmie Deszczowa piosenka (reż. Stanley Donen i Gene Kelly, prem. 7 września 1953 roku). Warto obejrzeć te słynne kadry.

Bonduelle ładnie i równie wesoło zaadoptowało muzykę dopisując polskie słowa. Powstała wesoła i bardzo produktowa reklama:

Jakiś czas później, a tak na prawdę dużo później (w mojej ocenie 2-3 lata) Bonduelle wyemitowało kolejny spot oparty na jednym ze słynniejszych rock&roll’i. Oto oryginał:

A to „adaptacja” Bonduelle:

Ostatnia produkcja jest zaczerpnięta z…
Czy jest ktoś kto nie zna tego kawałka? Bo tacy, co nie oglądali musicalu, pewnie się znajdą…

Co z tym zrobiła kukurydza?

Jak się na te spoty patrzy razem to wyraźnie widać ciągłość i jedną spójną myśl. Mimo, że animacje są ciut różne bo coraz dojrzalsze. Czuć ten sam klimat i ten sam ciepły, miły dla uszu i poruszający nogi, humor.

I ostatnie pytanie. Dlaczego o tym piszę?

Powód jest prosty. Podoba mi się i cieszy mnie to, że konsekwentnie realizuje pomysł strategiczny i utrzymuje . Niewiele jest w Polsce przykładów takiej i tak długotrwałej konsekwencji.

Czytelnikom, sobie i reklamozjadaczom życzę kolejnego spotu do kolekcji. I tu delikatna sugestia.
Może nie koniecznie ten kawałek, ale na pewno ten musical:

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 20 października 2008 o 17:58, w kategorii analog and tagged , , , , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



prawdziwy świat…

…czyli o uzależnieniach ciąg dalszy.

Jakoś chyba przypadkiem wciąż trafiam na dwa tematy. Ekologię i uzależnienie od internetu. O ekologii będzie później, choć to bardzo modny ostatnio temat. Lecz na tyle obszerny, że warto mu poświęcić więcej miejsca i osobny artykuł.

A więc wracamy do internetu. A w zasadzie do uzupełniania naszego internetowego życia światem realnym. Chyba to już dość poważny temat, skoro na jego kanwie kręci się spoty reklamowe. Spoty, które namawiają do wyjścia poza wirtualny świat. Spoty, które pokazują, że real może być bardziej fascynujący od życia wirtualnego.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 19 października 2008 o 18:19, w kategorii analog and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



uzależnieni…

Jakoś się po blogach i mediach przetacza temat uzależnień. Po mediach w związku z tymi sklepami z legalnymi używkami, a po blogach o jakimś dziwnym związku z internetem.

Ze smutkiem skonstatowałem, że też zaliczam się do grupy uzależnionych. Nie, nie od narkotyków i/lub używek. Od intenetu. czyli od maila, od www, od czytania blogów itd. I spodobało mi się to podejście Dominika, to też fajnie zadrażniło receptory.

Nawet tygodniowy odwyk nie bardzo mi pomógł. Może o tyle pomógł, o ile poczułem, że to odwyk i uświadomiłem sobie uzależnienie. No, podobno świadomość też coś znaczy i jest pierwszym krokiem w leczeniu. Ale ja mam 2 uzależnienia! Primo Internet, secundo telefon. To drugie robi się coraz bardziej tym pierwszym :)

Problem w tym, że nie chcę się leczyć. I szukam powodów dlaczego nie wymagam leczenia. I jak szukam to trafiam na różne dziwne rzeczy. Wśród tych dziwnych są też fajne. I taką fajną się z Wami podzielę.

To świeża produkcja dla …

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 17 października 2008 o 15:14, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



co…

No właśnie. Co? Czyli what.

Czyli nowa agencja, której (współ?)właścicielem jest jedna z bardziej rozpoznawalnych w światku polskiej reklamy postaci.

Agencja What, którą tworzą Robert Sieradzki, Krzysztof Podbielski i Piotr Ziarkowski.

Trzymam kciuki i życzę kolejnej idei, następnego czerwonego byka i wielu innych! Liczę, że dostarczycie polskiej reklamie sporo świeżości, radości i uśmiechu.

Polecam: tu jest wywiad z Panami.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 16 października 2008 o 21:32, w kategorii analog and tagged , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



natchnienie…

Ten post, swoją treścią przypomniał mi sytuację, jaka miała miejsce w trakcie mojej portugalskiej wyprawy.
Przesympatyczny, wielojęzyczny (płynnie mówiący po angielsku i niemiecku) kelner,

podając na deser Porto, zapytał o nasze pochodzenie bo nie rozpoznał ani akcentu, ani języka. My na to prawdę, że z Polski. I…

I zaczęliśmy rozmawiać. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jego „top of mind” skojarzenie z Polską to współpraca z USA, obecność polskich wojsk w Iraku i instalacja tarczy antyrakietowej. Dopiero potem pojawił się Lech Wałęsa i Papież.

Wiem, to nie jest blog polityczny. I o polityce rozmawiać nie chcę. Ale to polityka kreuje nasz wizerunek na zewnątrz. Nie chcę również oceniać, czy skojarzenie z wojną i z USA jest dobre, czy złe. Przykro i głupio mi się jednak zrobiło. Mimo, że sam miałem problem skojarzenia Portugalii z czymkolwiek i dopiero po chwili przypomniał mi się Vasco da Gama.

Portugalia to piękny kraj. Tak jak Polska, choć zupełnie inny.

Chciałbym, aby marketingowa o Polsce nie odbywała się za pomocą wojska, tylko była przemyślaną, dobrze pokazującą nasze silne strony, reklamą. Reklamą o silnych i trwałych podstawach strategicznych.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 13 października 2008 o 12:33, w kategorii analog and tagged , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



banki się boją…

… czy co?
Maciek pisze o jakimś ataku banków. Ja tam żadnego ataku nie widzę. Ot normalne kampanie jesienne. Lokaty i kredyty. Nic specjalnego oprócz mojego żalu nad PKO BP. Dlaczego nie widzę?
Pamiętacie jak brzmiały wiosenne zapowiedzi? Co to się ma zacząć na jesieni? Trzy nowe banki, trzy gigantyczne kampanie i… I cisza. Nic.
No może trochę przesadziłem. Alianz i Alior wyciągali (a może nadal wyciągają) ludzi z innych banków oferując im podobno super warunki finansowe i wyjątkowe wyzwania.

Bardzo czekałem na launchową kampanię Aliora, a tu cały czas cisza. Przestraszyli sie kryzysu finansowego? I pewnie czekają na lepsze czasy. Alior już jakis czas temu odpalił konkurs, w którym rozdaje kaskę za założenie konta. No w sumie to chyba jedyne wyjście, żeby zdobyć klienta na ROR. I swoisty wytrych do przedłużania odpalenia banku. W nieskończoność pewnie się nie da, ale na jakiś czas dziurę zapcha. Oddziałów już trochę mają, brakuje tylko kampanii reklamowej. też już pewnie napisana leży i czeka na „go for ”.

Ja umieram z ciekawości co listopad przyniesie, bo w październiku pewnie już będzie cisza i żadnego launchu się nie doczekamy.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 12 października 2008 o 21:01, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.



życie bez reklamy…

Mam ochotę powiedzieć, że wcale nie jest gorsze niż życie z reklamą na codzień. Ale nie byłaby to prawda.
Jak się coś lubi robić, to nie dość, że robi się to chętnie, to dodatkowo wcale taka praca nie męczy. A przypadkowość spostrzeżeń przeradza się w automatyzm. I wszędzie dostrzega się marki, producentów i komunikaty reklamowe.

Właśnie wróciłem z Portugalii. Z jej południowych krańców. Z regionu, którego przyroda jest reklamą samą w sobie.

wybrzeże klifowe, portugalia

wybrzeże klifowe, portugalia

I jak się okazuje wcale nie trzeba tej przyrody obudowywać billboardami (vide nasze wybrzeże), każdego domu obklejać markami producentów napojów wyskokowych i chłodzących, a każdej ściany ozdabiać kasetonami.

Nie, nie jest wcale aż tak cudownie. Część miejsc została jakimś gospodarczym boomem zabetonowana w stylu „nowoczesnej” wielkiej płyty (nawet nie chciało mi się z bliska zdjęcia zrobić).

panorama na bloki mieszkalne

panorama na bloki mieszkalne

Jednak i tam ciężko się natknąć na ściany upstrzone wielkimi reklamami. Choć znalazłem jeden dziwaczny kwiatek. To kościółek otoczony z jednej strony estradą koncertową, z drugiej dwoma budkami telefonicznymi, których obudowa jest ruchomym plakatem (i ludzie z nich – tych budek – korzystają!). No i jakiś potykacz barowy sie pojawił.

malutki kościółek w środku betonowego miasta

Ale wróćmy do braku reklam. Ich nieobecność zmusza markaterów do większego wysiłku. Nie każdy chce (może) temu zadaniu sprostać. Ale na pewno dobrze sobie radzi Olá i Lipton, czyli Unilever na zimno. Na tyle dobrze, że ich logotyp pojawia się w miejscach kompletnie niereklamowych i dziwnych – co ma popielniczka do lodów?

popielniczka Ola - Algida

popielniczka Ola - Algida

Ciekawe ile tych krzesełek naprodukowali?

krzesełko IceTea pod samotnym domkiem w polu

A to wszystko dotyczy miejsc,

panorama części wybrzeża Algarve

które zostały zbudowane pod turystów – czyli ludzi, którzy z natury jadą żeby wydać trochę pieniędzy. Czyli stanowią niesłychanie atrakcyjną grupę odbiorców. Mają nastawienie zakupowe z definicji. I co – nic dla nich? Dlaczego nie ma WIELKICH outdoorów spektakularnie zwisających z każdego drzewa?

Ech – fajnie być w miejscu, gdzie komunikatów reklamowych się szuka, a nie one dopadają Cię na każdym kroku.

Opublikowany przez Marcin Kalkhoff, dnia 11 października 2008 o 20:25, w kategorii analog and tagged , , , , . Zostaw swj komentarz lub obejrzyj komentarze innych po linkiem i subskrybuj komentarze subskrypcja RSS do tego wpisu.