Jedną z rzeczy jakie musi osiągać komunikacja reklamowa to wiarygodność. Czasami o tym ktoś zapomni i oglądamy fajny spocik, który w ogóle nas nie przekonuje, albo nie potrafimy zapamiętać marki. Ja takiego cosia nazywam nadkreatywnością. Fajnie się ogląda, zapamiętuje treść ale ni czorta nie możemy skojarzyć nazwy/firmy/produktu. Jednym z przykładów (moim zdaniem) jest seria stworzona przez LeroyMerlin. Wybaczcie jakość spotów, ale lepszych nie udało mi się znaleźć.
Wracając do tematu. Ta komunikacja nie jest wiarygodna. Do mnie nie przemawia.
Chęć tworzenia wiarygodnych komunikatów i sterowania nimi spowodowała powstanie całego segmentu marketingu szeptanego. Segment powstał gdy zauważono, że do „manipulowania” konsumentami świetnie nadaje się internet. I to mim, że raczej nie służy do szeptania, a do krzyczenia.
Że internet i szeptanie to co innego, wie każdy. Konsument przez pewien czas dawał się nabrać. Ale to się zmienia. I chwała konsumentom. Za wiarygodne uznają prawdziwe szeptanie (z ucha do ucha, bezpośrednio, przez telefon, ewentualnie za pomocą komunikatora czy czatu). Czyli w przypadku, gdy kontakt jest osobisty i gdy szeptacze nie mają audytorium.

Opublikowane przez , dnia 3 lipca 2008 at 10:16, w kategorii analog, trendy, tagi komunikacja, reklama. Link do wpisu. RSS wpisu.
