Czy można robić dobre reklamy nie robiąc ich wcale?

Zadałem pytanie, na które sam nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć 🙂

Może więc wyłuszczę już na początku o co mi chodzi – o Doritos, markę będącą własnością Frito-Lay.

crashthesuperbowl2015

Od 8 lat, od 2006, raz do roku, przeważnie w okolicach września marka ogłasza konkurs na swoje reklamy. Od edycji 2013 konkurs ma charakter międzynarodowy. Wystarczy mieć pomysł, nakręcić 30-sekundową reklamę i wysłać. W tegorocznym konkursie nadesłano blisko 5 tysięcy spotów z prawie trzydziestu państw. Zwycięska produkcja, jak zwykle, zostanie wyemitowania już 1-go lutego podczas czterdziestego dziewiątego Super Bowl (o cennikowej wartości 4,5 miliona $), a zwycięzca otrzyma okrągły milion zielonych. Jakby tego było mało autor spotu będzie mógł podpisać kontrakt z Universal Pictures. Nie wiemy jeszcze, który spot wygra, lecz z pewnością większość z pierwszej dziesiątki uzyska wirusowy zasięg.

Poniżej osiem, moim zdaniem, najlepszych reklam konkursowych.

I jeszcze jedna, mająca równie duże, co pozostałe szanse na wygraną, ale kontrowersyjnie bazująca na znanej – Born To Create Drama. Najpierw źródło:

A teraz Doritos

https://www.youtube.com/watch?v=_Uv3pdkuEYs

Na koniec, może spróbuję odpowiedzieć na tytułowe pytanie.

Tak, można próbować, ale… 🙂

Doritos ma już w takim działaniu sporą tradycję, więc jest im łatwiej. Po pierwsze dlatego, że sam konkurs ma już swoje tradycje, po drugie marka jest znana ze swojej odważnej, dowcipnej komunikacji. Po trzecie nagrody są spektakularne, niekoniecznie całość wychodzi taniej niż wyprodukowanie równie dobrego spotu. Ale za te pieniądze Doritos dostaje kilka tysięcy reklam, zaangażowanie w produkcję, w oglądanie, w głosowania itd. Jak to wszystko weźmiemy pod uwagę, to z pewnością całość się opłaca – wizerunkowo i pewnie, koniec – końców, sprzedażowo.

Czy jakakolwiek polska marka mogłaby się z sukcesem pokusić o podobny koncept? Tak, lecz takich marek jest w Polsce bardzo niewiele – pewnie dałoby się je zliczyć na palcach jednej, no może dwóch, rąk. Kłopot z organizacją leży moim zdaniem zupełnie gdzie indziej. Z pewnością Polacy mają niemniej niż reszta świata kreatywne umysły. Mają też możliwości produkcyjne. Mają zmysł rywalizacji i nie mniejsze chęci zostania sławnym. Problem tkwi, moim zdaniem, gdzie indziej – w spójności i jednolitości polskich marek, w marketerskiej odwadze do przeprowadzenia takiego konkursu, budżecie i organizacji, czyli tam, gdzie zwykle.

___

Pamiętacie o zapisywaniu się na newsletter? 🙂 Nie? Możecie się zapisać poniżej:

[wysija_form id=”1″]

Wszystkożerna hybryda technicznego wykształcenia z kreatywnym, komunikacyjnym i biznesowym doświadczeniem. Specjalista strategicznego zarządzania marką. Sprawca zmaterializowanej szkłem użytkowym marki overpremium KROSNO D'SIGN. Twórca i Partner marketingowej kancelarii audytorskiej BrandAuditors, autor tego właśnie bloga, współtwórca Klubu Strategów Marketingu oraz współautor książki „Po prostu strategia. Instrukcja budowy i obsługi silnej marki”. Współpracuje z firmami z wielu sektorów: internet i media, FMCG, bankowość, ubezpieczenia, IT, telekomunikacja, opieka zdrowotna. Jedyny strateg w Polsce, który służbowo siedział na Pudelku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *