Kłopot z czerwonym

Będzie znów o wzajemnej nienawiści, która mnie tak złości, że zaczynam jej nienawidzić.

Ale po kolei.

Dziś jest 3 maja – święto państwowe z okazji uchwalenia konstytucji – Konstytucji 3 maja.

Uważa się, że nasza i właśnie ta konstytucja był drugą uchwaloną i spisaną konstytucją na świecie. Uchwalono ją w 1791 roku, cztery lata po amerykańskiej. Jest co świętować, jest powód do narodowej dumy. Warto przypomnieć, że w latach 1946-1990 nie wolno było obchodzić dzisiejszego święta.

Mimo, że to nie jest blog o historii, pozwolę sobie zacytować kilka zdań z tego dokumentu:

Szanując pamięć przodków naszych jako fundatorów rządu wolnego, stanowi szlacheckiemu wszystkie swobody, wolności, prerogatywy pierwszeństwa w życiu prywatnym i publicznym najuroczyściej zapewniamy (…)

Lud rolniczy, z pod którego ręki płynie najobfitsze bogactw krajowych źrodło, który najliczniejszą w narodzie stanowi ludność, a zatem najdzielniejszą kraju siłę, tak przez sprawiedliwość, ludzkość i obowiązki chrześcijańskie, jako i przez własny nasz interes dobrze zrozumiany, pod opiekę prawa i rządu krajowego przyjmujemy (…)

Wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu. Aby więc całość państw, wolność obywatelską i porządek społeczności w równej wadze na zawsze zostawały, trzy władze rząd narodu polskiego składać powinny i z woli prawa niniejszego na zawsze składać będą, to jest: władza prawodawcza w Stanach zgromadzonych, władza najwyższa wykonawcza w królu i Straży, i władza sądownicza w jurysdykcjach, na ten koniec ustanowionych, lub ustanowić się mających.

Władza sądownicza nie może być wykonywana ani przez władze prawodawczą, ani przez króla, lecz przez magistratury na ten koniec ustanowione i wybierane.

Jak widać konstytucja 3 maja wyraźnie precyzuje hierarchię społeczną oraz trójpodział władzy, czyli ustanawia zręby demokracji jednocześnie precyzując kto, kiedy i o czym decyduje. Jednakże jej wydźwiękiem jest, mimo ustanowionej hierarchii, wzajemny szacunek (z wyjątkiem religii – konstytucja narzuca religię rzymskokatolicką i grozi konsekwencjami za innowierność). Porzućmy jednak ten wątek.


2 maja obchodzony jest dzień flagi, święto nie uprawniające do dnia wolnego od pracy; święto zostało ustanowione dopiero w 2004 roku. Czasami marki wpadają na pomysł, żeby takie święta wykorzystać. Tak się “przydarzyło” wodzie Staropolance, która postanowiła wypuścić limitowaną serię etykiet, a całą akcję przeprowadzić razem z marką Red-is-Bad. Kopromocja jak wszystkie inne?

Nie. Nie jest taka jak inne, bo na jednym z uczestników ciąży dość kontrowersyjny ciężar wizerunkowy. Red is Bad jest kojarzone z ruchem narodowościowym i z dość ortodoksyjnym podejściem do historycznego dziedzictwa Polski. Marka jest też znana ze swojego eurosceptycznego podejścia.

Deklaracja Red is Bad (zdjęcie z oficjalnego www marki)

Radykalizm sprzyja kontrowersji, a ta z kolei ma to do siebie, że jest nośna medialnie. W konsekwencji Red is Bad na brak publicity nie narzeka. Z tym, że ta medialna popularność ma nie zawsze pozytywny wydźwięk. Niech za przykład posłuży ich niedawna akcja i antymarkistowska kolekcja, które odbiły się dość szerokim medialnym echem.

Ten prosty kontekstowy wyczyn wywołał na tyle silną burzę i falę nienawiści, że producent wody postanowił zabrać głos:

Moje wątpliwości i powód dla którego opisuję to wydarzenie to zjawisko jakim jest kontrowersja. Zjawisko, które stało się ostatnimi czasy ulubionym narzędziem marek. Niestety, czym więcej marek posługuję się tą wątpliwą etycznie “techniką” tym większy zamęt w międzyludzkich kontaktach. Co się wydarzyło najlepiej obrazuje powyższe oświadczenie Staropolanki. Jeśli chcecie zbudować własny, szerszy obraz, zachęcam do poczytania komentarzy w poniższych dwóch miejscach – zwróćcie uwagę jak skrajne opinie tam są prezentowane (prawo Godwina w pełnej krasie!):

W Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej RED IS BAD wspólnie ze Staropolanką wprowadza limitowaną edycję wody z etykietą…

Opublikowany przez Red is Bad na 2 maja 2017

Opublikowany przez Staropolanka na 2 maja 2017

Uważam, że hołdowanie kontrowersji przez coraz to nowe marki i w czasach, kiedy podział społeczny jest aż nadto wyraźny i coraz bardziej nerwowy, nie tworzy pozytywnego klimatu, a namawia do wzajemnej międzyludzkiej agresji. Po co? Dla zasięgu? A może to jednak dla kasy?

Podobne rzeczy dzieją się jednak na świecie bez przerwy, że wspomnę jedynie amerykańskie spoty jawnie opowiadające się przeciwko pomysłom prezydenta Trumpa. Reklama od zawsze była odzwierciedleniem nastrojów społecznych, mód i trendów. Czy zatem nasze życie jest aż tak podszyte kontrowersją, animozją, a w końcu zrębami nienawiści?

A może to wszystko zajdzie tak daleko, że kupujący biało-czerwoną Staropolankę zostanie wykopany ze sklepu, albo przeciwnie – osoba pakująca do koszyka serek jakiejś niemieckiej marki nie zostanie obsłużona w kasie z powodu poglądów kasjerki – np. jej “patriotyzmu”, czy też “klauzuli sumienia” 😉 ? Podążając tym tokiem rozumowania można snuć domysły, w których sklepach ta limitowana edycja się pojawi, a które odmówią jej sprzedaży i jak to będzie o tych sklepach świadczyć.

Nie umiem zrozumieć czemu aktywność marketingowa i interpretacje historii muszą stać do góry nogami. Takie czasy?

AKTUALIZACJA.

Nie ma co poniższego omawiać – wystarczy poczytać.

Na kilku portalach pojawiło się dziś następujące info:„Staropolanka razem z Red is Bad wprowadziła limitowaną edycję…

Opublikowany przez Piknik na skraju głupoty na 2 maja 2017

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *